Jak zarobiliśmy 4 tys. zł na kwiatach w wieku 18 lat?

[Bartosz]

Pewnie wielu po zobaczeniu tytułu wyobraża sobie stragan i wykrzykujących kilka godzin dziennie nastoletnich sprzedawców. Od razu mówię – tak nie robiliśmy. Biorąc sobie do serca powszechnie znane stwierdzenie „pracuj mądrze, a nie ciężko” zrealizowaliśmy jeden z naszych pierwszych „większych” biznesów.

Będąc nastoletnimi chłopakami z niespełna 200-tysięcznego miasta nie stanowiliśmy wyjątków, że chcieliśmy mieć kasę, kupić sobie motocykle, laptopy, telefony, chodzić na imprezy, wydawać i ogólnie fajnie żyć. Perspektywa nie była jednak zbyt obiecująca, wiedząc że jedyną możliwością dla niepełnoletnich była praca w McDonaldzie lub przy zbieraniu truskawek.

Bardzo się cieszę, że wtedy zastanawialiśmy się co innego można zrobić i w jaki sposób zarobić. Dzięki wielu spotkaniom i gdybaniu nad różnorakimi pracami nieświadomie pobudzaliśmy swoją kreatywność. Większość pomysłów była do bani, ale wciąż próbowaliśmy, chcieliśmy działać i coś kombinować. Dodatkowo nie wstydziliśmy się, jak niektórzy twierdzą, że kwiatki to głupio sprzedawać. Po prostu szliśmy do przodu i robiliśmy swoje. Aż w końcu wpadliśmy na pomysł i naprawdę uwierzyliśmy, że zadziała. I zadziałał 🙂

Jak to się zaczęło?

[Julian]

Czy byliśmy nadzwyczajnie kreatywnymi ludźmi, wpadając na pomysł sprzedaży kwiatów w Dzień Kobiet? Tak naprawdę to wcale go nie wymyśliliśmy. Usłyszałem o tym pomyśle na jakimś blogu. Podczas jednego ze spotkań przy piwie, wspomniałem Bartkowi o pomyśle sprzedaży kwiatów na dzień kobiet, który akurat wypadał za parę dni. Wielokrotnie nasze przedsięwzięcia biznesowe miały swój początek właśnie przy takich luźnych rozmowach. Nie wiem dlaczego, ale wtedy nasza pomysłowość i śmiałość podejmowania decyzji była największa. Tym razem nie było inaczej.

Zastanawiała mnie jedna rzecz- skoro to taki dobry biznes to dlaczego tyle osób tego nie robi? Za cholerę nie mam pojęcia, ale może wytłumaczeniem będzie podejście innych osób do tego tematu. Umówmy się, sprzedaż kwiatuszków nie jest powodem do chwalenia dla 17-latka. Ludzie podchodzą do takich idei z przymrużeniem oka i nie biorą ich na poważnie. W przeciwieństwie do innych, nie zastanawiając się długo – postanowiliśmy przetestować pomysł.

Pojechałem w ciemno na giełdę kwiatową. Adres znalazłem w internecie. Nakupiłem tulipanów i poszedłem w miasto. Gdzie sprzedawałem? Tam gdzie ludzie przychodzili kupić kwiaty – oczywiście stałem jak cinkciarz pod kwiaciarniami. Zgarniałem wszystkich klientów, zanim zdążyli jeszcze przekroczyć drzwi. Moje kwiaty były nie przybrane i nie przycięte – ale towar i tak schodził. Facetom było wszystko jedno, kwiatek to kwiatek. Dawałem też dużo niższą cenę.

Po 2 godzinach miałem prawie wszystko sprzedane. Pierwszym razem nie wziąłem dużo towaru. Nie wiedziałem ile pójdzie kwiatków  i nie chciałem przeinwestować. Poza tym, nie miałem jeszcze prawa jazdy, więc pojechałem na giełdę autobusem. Tak czy siak, wyszedłem na plus. Zarobiłem pieniądze, a z pozostałego towaru  zafundowałem jeszcze kwiaty dziewczynom z mojej klasy. Wtedy sobie pomyślałem  – za rok trzeba coś z tym zrobić, ale już na większą skalę.

Podejście na poważnie

[Bartosz]

Rok później, mając już otwarte oczy i wyraźnie widząc potencjał w Dniu Kobiet i kwiatach postanowiliśmy spotkać się i przemyśleć strategię. Znowu luźne rozmowy przy piwie przekształcały się w pomysły i marzenia. Pewna myśl rozbudziła w nas najwięcej emocji i zapewniła natychmiastową chęć działania.

„Przecież na ulicy kwiatki to kupuje ten kto akurat przechodzi. I zawsze bierze maksymalnie 2 lub bukiet. Więc może lepiej byłoby sprzedać w jakiś sposób od razu większą ilość? Tylko kto tak naprawdę kupuje dużo kwiatów? Szkooooły!”

Pełniłem wtedy jedno ze „stanowisk”, które uważam, że w znaczący sposób mnie ukształtowało. Byłem przewodniczącym samorządu w swoim liceum. Początkowe pragnienie bycia zauważonym i „sławnym” wniosło w późniejszym czasie wiele lepszych wartości. To była pierwsza okazja do poczucia się jak dorosły, porozumiewania się z nauczycielami jak równy z równym.

Nie tylko mogłem komentować ich opinie, ale również wygłaszałem swoje, które często okazywały się dobre dla szkoły. To w samorządzie pierwszy raz zarządzałem, czułem się liderem, przemawiałem publicznie, brałem odpowiedzialność za swoich ludzi i organizowałem duże eventy. I ta właśnie praca oraz doskonała znajomość funkcjonowania licealnej społeczności pomogła w realizacji biznesowego przedsięwzięcia.

Wymyśliliśmy, wraz z Julianem, że znajdziemy w każdej klasie, każdego liceum w naszym mieście jednego chłopaka i złożymy mu propozycję. Przeanalizowaliśmy jak to zazwyczaj działo się w naszych klasach. Około tydzień przed Dniem Kobiet robiliśmy zrzutkę z chłopakami i kupowaliśmy coś wspólnie dziewczynom. Najczęściej były to właśnie kwiaty. Zastanowiliśmy się jedynie dlaczego ludzie mają kupić u nas, a nie w kwiaciarni.

Zdecydowaliśmy, że zaoferujemy coś więcej. Przygotowaliśmy kompleksową usługę sprzedaży kwiatów wraz z dowozem pod szkołę o wybranej godzinie, gwarantując równocześnie konkurencyjne stawki. Dzięki temu klienci zaoszczędzili czas, ponieważ nie musieli dwukrotnie wybierać się do kwiaciarni – raz żeby złożyć zamówienie i wpłacić zaliczkę oraz drugi raz, aby odebrać towar. U nas wszyscy zamawiali przez internet.

Zebraliśmy zamówienia w ilości 1500 sztuk kwiatów ciętych. Ta liczba zrobiła na nas zrobiła ogromne wrażenie. Pożyczyłem auto od Mamy, Julian starą Skodę Felicie od Dziadka, a dodatkowo zatrudniliśmy kolegę ze szkoły jako trzeciego kuriera. Siódmego marca do późnych godzin nocnych planowaliśmy logistykę transportu, żeby wstać nazajutrz o 4:00 i jechać do hurtowni po kwiaty.

Podczas rozwożenia oczywiście nie uniknęliśmy pomyłek, ale ostatecznie poradziliśmy sobie ze wszystkimi problemami. Całe rozwożenie trwało od 7 do 10. Pomimo, że wcześniej włożyliśmy sporo pracy odczuwaliśmy, że w 3 godziny zarobiliśmy te wszystkie pieniądze. I właśnie po tych 3 godzinach nadeszło to co młodzi przedsiębiorcy lubią najbardziej. Liczenie pieniędzy po dobrze wykonanej robocie.

Ostatecznie zarobiliśmy około 4 tysiące złotych. Taki wynik osiągnęliśmy po opłaceniu kosztów towaru i wszystkich osób nam pomagających. Zawsze dobrze płaciliśmy takim ludziom, w końcu biznesu w pojedynkę się nie zbuduje. Z perspektywy czasu wiemy, że mnóstwo spraw mogliśmy wykonać lepiej, szybciej, efektywniej. Biorąc jednak pod uwagę ówczesną wiedzę i doświadczenie z dumą opowiadamy o naszym przedsięwzięciu.

Kolejne lata

[Julian]

W kolejnych latach dołączył do nas Michał – trzeci wspólnik. Dzięki jego kontaktom, udało nam się nawiązać współpracę z nowymi dostawcami i florystkami. Zatrudnialiśmy już wtedy menedżerów, co odciążyło nas i pozwoliło skupić się na rozwoju biznesu. Nie było to łatwe. Spędziliśmy dużo czasu w autobusach i pociągach – zrobiliśmy setki kilometrów. Nie mieliśmy wtedy floty samochodów.

Po 3 latach nasza sieć dystrybucji obejmowała już 3 miasta – Kraków, Katowice i Kielce. Jak to w życiu bywa – na początku było najciężej. Jak widzicie nic nie dzieje się z dnia na dzień. Żeby dojść do czegoś takiego, potrzebowaliśmy czasu i więcej niż jednej próby. Później jest już z górki. Wiesz co idzie, gdzie i w jakich ilościach. Przez te parę lat zdobyliśmy doświadczenie i nauczyliśmy się automatyzować działania. Teraz wystarcza nam parokrotnie mniej czasu, aby wszystko ogarnąć. Pomysł nadal się sprawdza  – realizujemy go sezonowo i cały czas przynosi nam dochody.

„W naszym kraju nic się nie da zrobić” – nie chcemy już więcej słyszeć takich stwierdzeń. Podatki, ZUS, skarbówka – jeśli ktoś bardzo chce robić biznes, nie będzie to wielką przeszkodą. Kiedy spotkasz kogoś, kto Ci mówi, że w Polsce trudno jest robić biznes – odeślij go proszę do tego artykułu.

 

PS Z myślą o przedsiębiorczych osobach założyliśmy zamkniętą grupę na facebooku, na której jest już ponad 6000 ludzi z całej Polski. Służymy tam radą każdemu, kto chce rozwijać swój biznes i karierę – możesz dołączyć tutaj: LINK DO GRUPY

PS 2. „W tym kraju nie da się nic zrobić i zarobić?”. Po latach otworzyliśmy coś znacznie poważniejszego, jednak bez doświadczenia w prowadzeniu biznesu, nawet tak małego jak sprzedaż kwiatów nie byłoby to możliwe. Zobacz, jak do tego doszliśmy!
LINK DO ARTYKUŁU

Julian i Bartosz

 

Dodaj komentarz

avatar